piątek, 9 czerwca 2017

One shot "Urodziny"

Włożyłem łapkę, zamykając przy tym moje duże oczy. „Proszę, proszę” błagałem cicho w myślach, aby szczęście dopisało mi. Uniosłem powieki i spojrzałem na wyciągnięty przedmiot.
- No cóż Happy – zadowolony Natsu skrzyżował ręce na piersi – Zdarza się.
Wyciągnąłem najkrótszą słomkę.
***
- Chodź mi pomóż! - złapałem przyjaciela za nogawkę. Chłopak spojrzał na mnie, wzdychając ciężko.
- No dobra – wymamrotał cicho.
Może lepiej wyjaśnię, co tu się dzieje do najświętszej rybki: Lucy kończy osiemnaście lat, więc są to jej pierwsze urodziny w gildii i w dodatku osiąga pełnoletność. Aby to uczcić, Erza wpadła na pomysł zorganizowania imprezy niespodzianki, takiej z mnóstwem balonów, ulubionych słodyczy blondynki, bez łyka alkoholu, a na noc przyszłaby do Fairy Hills, aby schlać się do nieprzytomności. Brawo dla potężnej Tytani!
A gdzie tu moja rola? Mam ją na tą zabawę przyprowadzić, ale mówiąc jej taką gadkę, żeby się nie domyśliła. W ogóle muszę wyciągnąć ją z mieszkania.
Problem polega na tym, że tydzień temu pokłóciła się ze swoją drugą połówką, ze łzami w oczach wyrzucając jego, mnie oraz obraz Reedusa, przedstawiający naszą trójkę. O co poszło, nie mam pojęcia, ale musiało być to coś poważnego, skoro ona od tamtego dnia ani razu nie wyszła z domu, a mój przyjaciel siedzi przybity w kącie.
- Może pogodzicie się na imprezie? - zaproponowałem cicho, idąc w stronę mieszkania Lucy.
- Wątpię.
- Spróbuj chociaż. Przecież ją kochasz – dzięki skrzydłom uniosłem się do góry, spoglądając mu w oczy.
- Mhm – założył ręce za głowę i spojrzał na zachodzące słońce – A zresztą, od kiedy jesteś specem od spraw miłosnych?
- Odkąd zakochałem się w Carlusi! - uśmiechnąłem się na samo wspomnienie białej kotki. Szaleję na niej punkcie i ostatnio zauważyłem zmianę w naszych relacjach! Nie krytykuje mnie na każdym kroku i trzymaliśmy się nawet za łapki!
- I za to cię lubię Happy – Natsu pogłaskał mój łebek, wznawiając marsz, tym razem uśmiechając się optymistycznie.
Po kilku minutach dotarliśmy pod mieszkanie. Dragneel wziął głęboki oddech i zaczął się wspinać po budynku, z zadowoleniem stwierdzając, że okno jest otwarte na oścież. Zupełnie jakby na nas czekała.
- Yo Lucy! - krzyknął, a ja przytaknąłem swoim markowym „Aye”
Heartafilia siedząca przy biurku powoli odwróciła głowę. Oczy miała lekko podkrążone, włosy poplątane, a ramiączko przybrudnej bluzki zjeżdżało na jej ramię.
- Natsu? - szepnęła cicho, wstając. On kiwnął głową i podszedł do niej, zamykając ją w niedźwiedzim uścisku.
- Wybaczysz mi to? - nie usłyszałem odpowiedzi, gdyż postanowiłem pójść do kuchni, nie chcąc im przeszkadzać. A nuż, może wydarzy się tam coś więcej? W końcu znajdując w lodówce rybkę, wróciłem do pary, która delikatnie się całowała. Czyli jednak się pogodzili!
- Czyli nie będziesz siedzieć przez następny miesiąc w domu i wyjdziesz do ludzi? - wepchnąłem do pyszczka jedzenie, zniekształcając tym samym wypowiadane przeze mnie słowa.
- Tak, za pół godziny idziemy do gildii, tylko muszę się ogarnąć – dziewczyna uśmiechnęła się, odpychając zachłanne usta Salamandra, po czym poszła do łazienki. Chwilę później wróciła, jedną dłonią rozczesując swoje włosy, a drugą poprawiając to przeklęte ramiączko, wciąż opadające w dół.
- Natsu, podasz mi jakąś bluzkę? - wymamrotała, trzymając w ustach różową kokardę.
Smoczy zabójca jednym susem dotarł do sporawej szafy i szybko wyciągnął z niej pierwszą, lepszą bluzkę.
***
- Lucy, zamkniesz na chwilę oczy? - podleciałem bliżej niej, gdy chciała otworzyć drzwi gildii.
- Po co?
- Gray znowu lata bez gaci – palnął różowowłosy, a ja uniosłem mu jeden z palców, który miał imitować ludzki kciuk. Kocie życie jest takie smutne bez tego jednego palca! Ale mi przynajmniej udawało się utrzymywać w łapkach przedmioty.
-No dobra – blondynka wzruszyła ramionami i pozwoliła zasłonić sobie oczy.
- Trzy – zacząłem głośno liczyć, jednocześnie popychając gildyjne drzwi.
- Dwa – Dragneel ustawił się na swojej pozycji, puszczając z ust ogniste fajerwerki w kształcie serc i napisu z życzeniami.
- Jeden! - odsłoniłem czekoladowe tęczówki i poleciałem do innych exceedów, przytrzymujących transparent.
- Sto lat, sto lat…!







No właśnie, sto lat! Mój blog kończy właśnie pierwszy roczek! Aż się łezka w oku kręci…
Ale przejdźmy do rzeczy.
Nie było mnie bardzo długo, wiem o tym, a myśl o braku mojej obecności na własnym blogu nie daje mi spokoju. Ale jak widzicie, żyję i mam się w miarę dobrze!
Pewnie pytacie, czemu nie było rozdziału? Jest kilka przyczyn:
~ pogarszające się problemy rodzinne, co rodzi nerwowość i brak skupienia
~ brak weny, który jest wynikiem powyższego podpunktu
~ nie skończyłam jeszcze oglądania drugiej serii Fairy Tail. Utknęłam na arcu Tartarosa i nie mam siły ani czasu na dokończenie (Jak nie rozumiesz, o co chodzi, kliknij tu i tu)
~ problemy w szkole. Duże problemy. I nie, nie chodzi tu o naukę, czy moje własne zachowanie – wręcz przeciwnie, jestem szkolnym kozłem ofiarnym, ale sytuacja z dnia na dzień poprawia się i nie słyszę wyzwisk co trzy sekundy :)

Mimo tego wszystkiego postaram się spiąć tyłek i naskrobać coś dla was!

Żeby już nie smęcić, przychodzę z statystykami!
Łącznie blog ma aż 3721 wyświetleń! Dziękuję wam bardzo!
66 komentarzy, z czego część jest moją odpowiedzią, a część waszą opinią na temat rozdziału.
Trzech obserwatorów! Nie wierzyłam, że zdobędę chociaż jednego!
27 postów, z czego szesnaście to ukończone rozdziały, jeden w poprawie, 7 one shotów, dwa ogłoszenia i moje przywitanie.

Teraz pytanie: kiedy pojawi się rozdział 18, a kiedy poprawię 17? NIE MAM POJĘCIA. Muszę poukładać sobie kilka rzeczy w głowie, przemyśleć to i przede wszystkim – wytłumaczyć to, co robiłam w poprzednich rozdziałach, a działo się tam sporo.
Ale dodam coś na pocieszenie! Będzie one shot Gruvi (Gray x Juvia, jakby ktoś nie wiedział, gdyż zdarzają się tacy)! Mam na niego pomysł i już mam coś napisane, więc wyczekujcie go!

Luna Dragneel

*Nie, to nie jest moje zdjęcie. Zwykłe, znalezione w google. 

środa, 5 kwietnia 2017

OGŁOSZENIA PARAFIALNE #2 + 100%

Witajcie moi drodzy! Przybywam nie z rozdziałem, lecz z informacją.



Otóż, jakiś czas temu postanowiłam napisać czterdzieste któreś opowiadanie, do którego wgląd będę miała tylko ja, tak żeby poćwiczyć. Po napisaniu strony, czy dwóch, zauważyłam sporą różnicę, po między tym co wstawiam na bloga, a tym, co piszę dla ćwiczeń. Stwierdziłam jedno: rozdziały nie są pisane na 100%, bardziej na "odwal się ". Niestety, taka prawda, nie daje z siebie całej swojej mocy, nawet nie chodzi o to, że nie mam weny, czasu, czy mi się to znudziło. Po prostu nie skupiam się na emocjach, ładnych opisach, byle jak przechodzę do następnej akcji, byleby przejść. Więc postanowiłam, że będę wstawiać posty rzadziej, ale powinny być lepsze, a czy takowe będą, to oceńcie sami. Mam jeszcze jedną uwagę co do rozdziału 17 - kompletnie go zchrzaniłam. Popełniłam kilka błędów, które mijają się z fabułą Fairy Tail w pierwszych dwóch seriach, a to właśnie o nie opieram swoje opowiadanie, oraz o niektóre wątki z mangi. Nie usunę go, ale obejrzę calutkie FT od początku, poprawię i super. Nim to zrobię, wstawiony będzie tylko napis : "POPRAWA", bo za cenny jest dla mnie ten jeden komentarz, oraz te paredziesiąt wyświetleń.

Przepraszam


środa, 29 marca 2017

One Shot "Misja" Część 3

- To za bliznę blond suko - szarpnął jej włosy i ponownie uderzył. Dziewczyna chciała krzyknąć, ale Natsu z wrednym uśmiechem zatkał skutecznie jej usta, własnymi wargami. Ugryzła jego język, kolejne uderzenie i kolejny siniak. Gdy już myślała, że dołączy do zgwałconych, bądź zamordowanych dziewczyn, do pokoju przesłuchań wszedł Gray, chcąc sprawdzić jak idzie jej dyskusja. Na jego nieszczęście nie miał przy sobie broni, więc zaczął bić się z Natsu na pięści. Niestety drugi był silniejszy, ale wtedy pomógł im szef Makarov, a chłopak został znokautowany.
- Dopisz to do jego akt - krzyknął do Graya, który pobiegł po Wendy. Szybko rozkuł Lucy, a Marvell zaczęła odkażać sporą ranę na szyi. Pobrała także krew od Dragneela (zawsze mógł być chory, a jak wiemy dużo chorób przenosi się właśnie poprzez ślinę i krew) i poszła do swojego gabinetu. Na miejsce przybiegła Levi z zakutym Gajeelem.
- Co tu się stało?!
- Odwróciłam się, a ten debil wyszarpał mi klucze, skuł mnie i prawie zgwałcił - Lucy wytłumaczyła, starając się powstrzymać łzy, które nie byłyby na miejscu w tajnej agencji szpiegowskich.
- Już nie żyje!
- Kretyn - westchnął Gajeel. Heartafilia wyczuła, że Redfox może im coś powiedzieć. Usadziła go na krześle.
- Gadaj!
- Lucy, ja go przesłucham, Ty lepiej odpocznij - zaczęła Macgardem, ale blondynka szybko jej przerwała.
- Już raz się rozłączyłyśmy i widzisz jak to się skończyło. A więc jak, powiesz, czy mam zawołać Erzę? - czarnowłosy zadrżał, westchnął i zgodził się.
- Z Natsu jesteśmy przyjaciółmi od piaskownicy. Znali się nasi ojcowie i nasze matki, które zostały zamordowane przez Acnologię gdy mieliśmy po kilka lat. Gdy miałem dziewięć a Natsu osiem, mój ojciec Metalicana Redfox i ojciec tego debila Igneel Dragneel, zostali zmuszeni pod groźbą pozbawienia nas życia do współpracy z Acnologią, ale odmówili. Zamknięto ich w sumie nie wiemy gdzie, a nas porwano. Powiedziano nam, że mamy talent. Talent zabójcy. Kazano mi zabić na próbę jednego członków z organizacji, grożąc, że jeśli tego nie zrobię, Natsu zginie. Gdy prawie przecięli mu krtań sztyletem, zamordowałem tego człowieka. Od tamtej pory musimy wykonywać ich zlecenia, by raz na dwa lata móc zobaczyć się ze staruszkami, oraz żeby nie zginęli oni, lub jeden z nas. Tak naprawdę zabiłem o wiele więcej ludzi, ale było to głównie mafiozi, złodzieje, ludzie którym się to praktycznie należało. Jeśli chcecie to będę mógł później podać te nazwiska. Oczywiście Natsu nie jest taki święty, też zabijał, odurzał, kradł i gwałcił razem ze mną. Mówiąc szczerze nasze życie to dno, możecie od razu wpierniczyć mnie do więzienia, tylko wyciągnięcie naszych ojców. No i przepraszam za tego napaleńca blondi, znaczy się pani Heartafilia - Lucy kiwnęła głową. Zapisała wszystko oraz nagrała na dyktafon. Postanowiła jednak mimo wszystko przesłuchać również różowowłosego.
- Levi - chan, dzwoń do Lissany i poproś o dane osobowe Igneela Dragneela oraz Metalicany Redfoxa, oraz wszystko związane z ich zaginięciem. Ja idę do pana Dragneela - wzięła paralizator, pistolet, oraz dodatkowe kajdanki i razem z Wendy, która bała się o przyjaciółkę, poszła do chłopaka. Ten już obudzony spojrzał na nią z skruchą, tak jakby żałował tego zrobił.
- Wiemy już o wszystkim od Gajeela.
- No to nie żyjemy.
- Nie, potrzebni są nam świadkowie, jeśli zniszczymy wreszcie Acnologię, będziecie wolni od strachu o ojców. Później będziecie musieli odsiedzieć swoje - blondynka, oraz naśladująca ją niemal we wszystkim Wendy, założyła nogę na nogę i zaczęła zadawać pytania. Natsu stał się weselszy, wcześniejsze chamstwo i okrutność ustąpiły miejsca prawdziwemu charakterowi szantażowanego chłopaka. Gdy miała już wszystkie potrzebne informację, poprosiła go o pomoc.
- Zgoda - uśmiechnął się.
***Tydzień później***
- Dragnel, Redfox, gdzie wy byliście?! - strażnik spojrzał na przebranych mężczyzn.
- Jakieś dwie suki z Fairy Tail się do nas przypieprzyły, więc przez kilka dni ukrywaliśmy się, ale teraz je mamy - Natsu podniósł „nieprzytomną" Lucy. Plan szedł wyśmienicie.
- No to Acnologia się ucieszy! Te muchy od dobrych dwudziestu lat siedzą nam na ogonie, a jak mamy te dwie, to wyciągniemy od nich jakieś informacje! Właźcie! - wpuścił ich do starej kamienicy. Gdy zniknęli z oczu strażników, agentki wstały na równe nogi i cała czwórka zaczęła biec. Wreszcie czarnowłosy zapukał do jakiś dębowych drzwi.
- Proszę – otworzył im siwy mężczyzna w średnim wieku, dobrze zbudowany oraz wysoki, z dziwną, długą brodą. Acnologia, a raczej Precht Gaebolg. To był na pewno on, tak samo opisali go Salamander i Żelazny Smok.
- Co wy robiliście przez ten tydzień?! Dałem wam czas do wczoraj, ale macie szczęście i nie zabiliśmy tych błaznów - głos miał niski, uszy dziewczyn krwawiły niemal od niego, był strasznie nieprzyjemny.
- Te dwie suki z Fairy Tail się do nas przypieprzyły, więc przez kilka dni ukrywaliśmy się, ale teraz je mamy - Dragneel ponownie powiedział umówioną formułkę. Weszli do gabinetu i przekazali mu woreczek z fałszywą forsą. Oczywiście o jej nieprawdziwości Gaebolg nie miał pojęcia.
- Martwe czy żywe?
- Żywe. O jedna się już obudziła.
- Gdzie my jesteśmy?! Zostawcie nas już, proszę, my już nie damy rady! - Levi zaczęła grać. Acnologia uśmiechnął się i skuł obie dziewczyny po czym kopnął „nieprzytomną” Lucy. Nagle Gajeel uderzył go w brzuch, potem podbródek i wymierzył w niego lufę.
- Ostatnie słowo, czy oddajesz całą broń? - Precht zaczął wyrywać się, więc po prostu przestrzelił mu głowę. Natsu w tym czasie rozkuł agentki, a te zadzwoniły do młodszej Strauss. Udało się, panowania Acnologi się skończyły! Szybko policja przejęła tą sprawę, a kilka dni później oboje nowi przyjaciele Fairy Tail trafili pod sąd. Wyrok : trzy lata odsiadki i grzywna. Oni jednak oddali wszystko co mieli, oczywiście anonimowo, chcąc odpokutować za niewinnych zabitych i okradzionych ludzi, oraz tych, których zaczęły przez nich winiszczać narkotyki.
***
Przed wejściem do więzienia stała cała czwórka.
- Czemu tylko trzy lata?
- Szef wam to załatwił, chce byście później pracowali u nas.
- Rozumiem - Gajeel i Levi weszli przez masywne drzwi.
- Do zobaczenia - Lucy stanęła na palcach i delikatnie pocałowała zdezorientowanego różowowłosego. Uśmiechnął się, pierwszy raz dziewczyna pocałowała go z własnej woli.
- Żegnaj - szepnął, patrząc na odchodzącą agentkę, dzięki której będzie mógł wieść normalne życie. Także wszedł do więzienia.
*** Trzy lata później***
Dwie dziewczyny i dwóch mężczyzn w średnim wieku stało pod drzwiami więzienia. Lissana wyszła z dwoma byłymi więźniami, wciąż zakutymi w kajdanki.
- No odsiedzieliście swoje, teraz te dwie panie, chyba mają wam coś do powiedzenia – Strauss szybko weszła z powrotem do budynku, a kobiety z pozostałą czwórką do czarnego samochodu.
- Jak dobrze was widzieć bez krat! - Lucy usiadła za kierownicą i uśmiechnęła się.
- No nareszcie! Jakbym miał tam siedzieć dożywocie, to wolałbym popełnić samobójstwo, poprzez pocięciem się mydłem w płynie – Natsu wyciągnął się na swoim siedzeniu obok niej, a jego ojciec zaśmiał się pod nosem.
- Mamy dla was propozycję – Levi siedząca na kolanach czarnowłosego wyciągnęła z torebki stempel – Możecie dołączyć do Fairy Tail. Co wy na to?
- Tak!
- Niech będzie, tylko zejdź ze mnie mała.
- Tylko ostrzegam, jeśli wydacie poufne informacje nieodpowiednim osobom, zginiecie w ciągu minuty – Heartafilia zatrzymała auto przed rozlatującym się budynkiem. Weszli razem do niego, przywitali się z białowłosą i ruszyli do biurek, przy których urzędowały blondynka i niebieskowłosa.
- Cześć Lucy, cześć Levi! Dzień dobry panie Dragneel i Redfox. Witajcie, eee, Nitsu i Jeezyl? Aaa, Natsu i Gajeel! - szkarłatnowłosa agentka przywitała się i wróciła do pracy papierkowej. Mężczyźni szczęśliwi poznawali ludzi agencji, aż w końcu podszedł do nich szef z pieczątką Fairy Tail.
- Od teraz będziecie oficjalnymi członkami naszej agencji, ale musicie obiecać, że kradzieże, zdrady i morderstwa nigdy więcej się nie powtórzą, ponieważ jeśli tak się stanie, trucizna zawarta w tych tatuażach rozejdzie się po waszym ciele w ciągu ułamku sekundy i zabije. Jasne? - kiwnęli głowami. Makarov przyłożył im pieczątkę do ramion – czerwony i czarny symbole przyozdobiły ich skórę.

Koniec


-_-_-_-_-_-_-_-_-
-_-_-_-
Witam! Stęskniliście się za mną? Ja za wami bardzo! Na szczęście mój inernet cudownie ożył, więc szybko wbijam na bloggera i wstawiam trzecią, ostatnią już część one shota! Jak ja się cieszę, że to zrobiłam, nie dawało mi to spać ;-;. Z radością mogę wam powiedzieć datę wstawienia kolejnego posta: 1 kwietnia.
Do następnego 
Luna D. 

sobota, 4 marca 2017

One Shot "Misja" Część 2

Czyli trzeba opierać się o bliznę i pedalskie, różowe włosy.

*** dwa miesiące później ***
Dziewczyny wyciągnęły z szafki biurka pistolety, a po zastanowieniu się wzięły również gaz usypiający i mini nadajniki. Przebrały się w czarne suknie z wycięciami na udo i na plecach, oraz czarne, wysokie szpilki. Tak przygotowane, ruszyły w stronę najgorszego baru świata - baru Phantom Lord. Tam zbierali się wszyscy włóczędzy, przestępcy, prostytutki i Bóg jeden wie co jeszcze. Gdy tylko tam weszły, do ich nosów dotarł zapach alkoholu i potu, a po chwili wyłapały również smród gnijącego mięsa, ale wolały nie wnikać, czy było one zwierzęce, czy może ludzkie. Przy stolikach było niewielu klientów : dwóch podchmielonych już, ubranych jak one na czarno mężczyzn, trzy wymalowane kobiety czekające na klientów i kompletnie pijany złodziej, który w zeszłym tygodniu uciekł z więzienia. Tym ostatnim, postanowiły zająć się później. Usiadły na krzesłach naprzeciwko mężczyzn i zaczęły im się przyglądać. Lucy wyzywająco odsłoniła jedna nogę a podbródek podparła na dłoni. Jeden z mężczyzn, który miał na sobie kapelusz, warknął na nią i rzekł :
- Nie zamawialiśmy dziwek, więc spierdalać.
Heartafilia jednak nie przejęła się nim i wraz z Levi, zaczęły swoją grę.
- To było strasznie nie miłe, my tylko chciałyśmy się o coś zapytać.
- To szybko i wypad, chyba, że tak bardzo marzycie, o zaliczeniu gonga w ryj - Tym razem odezwał się czarnowłosy, którego posupłane kłaki sięgały łopatek, a oczy chroniły przyciemniane okulary (mniejsza z tym, że było już po dwudziestej trzeciej) , ale i tak udało się agentce dojrzeć złowrogie czerwone tęczówki.
- Co myślicie o różowych włosach? - wypaliła niebieskowłosa. Spojrzeli na nią zdziwieni.
- Ja myślę, że są pedalskie, ale ten kretyn właśnie takie ma. A co?
- A nic - Lucy zaczęła intensywnie patrzeć na szalik "kretyna ", jakby miał zdarzyć się cud i spadłby z jego szyi i ukazał bliznę, którą zrobiła ona sama, lecz nic takiego się nie stało. Ten widząc, że wciąż się na niego gapi, poprawił materiał.
- Mówiliśmy, że nie jesteśmy zainteresowani.
- Wiesz co, ja się chyba skuszę. To ile chcesz blondyneczko za godzinkę? - słysząc słowa mężczyzny w okularach, Lucy poczuła dreszcz na plecach. Szybko wstała i wzięła przyjaciółkę za ramię, zmuszając ja tym, by wstała z krzesła i uciekła wraz z nią. Levi to pierwsze wykonała, lecz nie miała zamiaru stąd iść. Czuła, że uciekinierzy sprzed dwóch miesięcy, właśnie się ujawnili. Macgarden zaczęła zapisywać w pamięci znaki szczególne czarnowłosego : pircing na oczach, nosie i uszach, blizny na dłoniach i jedna duża na podbródku, czerwone oczy. Szybkim ruchem wyciągnęła pistolet i przyłożyła mu do głowy. Blondynka widząc, że nie ma już odwrotu, podłożyła lufę do skroni chłopaka, który prawdopodobnie miał różowe włosy.
- Mam propozycję : możecie iść z nami, albo...
- Albo co? - szalik spadł z jego szyi. Tam była długa blizna, po kuli. Trafiony zatopiony!
- Albo zdechniecie jak psy! - Lucy nie chcąc by im się wymknęli, rozpyliła gaz usypiający. Pozostali goście lokalu patrzyli na to z delikatnym przerażeniem, a po chwili prostytutki uciekły w popłochu, a w ich ślady poszedł pijany złodziej.
- Dzięki Lu - chan! Teraz będzie więcej roboty! Ja tego giganta nie udźwignę!
- Nie marudź, tylko dzwoń do Mirci, ona już się nimi zajmie.
Tak jak powiedziała, tak zrobiła i po chwili Strauss wygoniła barmana i razem przetaszczyły nieprzytomnych do samochodu.
- Ale śliczni! - pisnęła białowłosa. Dziewczyny spojrzały na nią zrezygnowane.
- Jak dla mnie niezbyt.
- A jak dla mnie, gdy tylko wyjdą z więzienia, macie się z nimi umówić! - no to tryb „swatka” właśnie został włączony.
***
Nareszcie otworzyli oczy! Niebieskowłosa uśmiechnęła się i na dzień dobry dała czarnowłosemu gonga w ryj. To tak za obrażanie przyjaciółki.
- Mamy zamiar zadać wam kilka pytań. albo ładnie odpowiadacie, albo czeka was to - wskazała paralizator z symbolem Fairy Tail. Tak naprawdę, był to przetworzony przez Laxusa - ich speca od broni i technologi - paralizator o zwiększonej mocy, bolało bardzo, ale nie obezwładniało. Był o wiele gorszy niż ten zwykły, jego zadaniem było tylko wywołać jak największy ból. Blondynka wzięła notatnik i długopis i zaczęła zadawać pytania.
- Czy to wy działacie pod pseudonimami Salamander i Żelazny Smok?
- A co cię to obchodzi dziwko? I gdzie my jesteśmy?! - różowowłosy zaczął się wyrywać, ale odkrył, że jest przykuty kajdankami do metalowego krzesła. Jego nadgarstki i kostki wciąż stykały się z metalem, utwierdzając w przekonaniu, że się nie uwolni.
- Jesteście w głównej siedzibie Agencji Szpiegowskiej Fairy Tail. Osoby działające pod właśnie tymi pseudonimami byli obecni podczas gwałtu na dziesięciu dziewczynkach i jednej staruszce, która została później poważnie okaleczona i teraz jest sparaliżowana, rozdawali dzieciom w przedziale wiekowym od pięciu do ośmiu lat narkotyki, alkohol, oraz wyroby tytoniowe, okradli bank, oraz napadli na naszych dwóch agentów. Są także najprawdopodobniej pod wpływem osoby pod pseudonimem Acnologia, która dokonywała podobnych czynów, ale do tego dochodzą morderstwa, masowe okaleczenia, oraz inne kradzieże. Jesteście podejrzani o te czyny - Lucy stanęła bardzo blisko chłopaka z blizną na szyi i spojrzała mu wyzywająco w oczy.
- A jakie są wasze prawdziwe imiona i nazwiska? - Levi także chwyciła notatnik.
- Pierdol się - czerwonooki wrzasnął pod wpływem bólu paralizatora.
- Możesz powtórzyć? - wściekła niska agentka wciąż trzymała urządzenie.
- Gajeel. Gajeel Redfox - odpowiedział ze spuszczoną głową, ale za to wciąż świdrując ją czerwonymi oczami.
- A ty? - Heartafilia miała wrażenie, że potencjalny gwałciciel i złodziej wcale nie patrzy się na jej twarz, tylko niżej, a mianowicie na piersi.
- Natsu Chcę Już Stąd Wyjść Dragneel.
- Czyli Natsu Dragneel. No to ponawiam pytanie: to wy jesteście Salamandrem i Żelaznym Smokiem? Jeśli nie, to powiedzcie co robiliście siódmego lipca tego roku, od godziny pierwszej do godziny trzeciej w nocy - wskazała przyjaciółkę, która wyraźnie mogła w każdej chwili ponownie użyć paralizatora.
- Ja spałem.
- A ja nie pamiętam - dziewczyny spojrzały podejrzliwie na Natsu. Lucy przejechała paznokciem po bliźnie, a ten pod wpływem jej dotyku delikatnie zadrżał.
- A skąd to masz?
- Blizna z dzieciństwa, bawiłem się nożami.
- Kłamiesz. To wyraźnie blizna postrzałowa, dokładnie sprzed dwóch miesięcy, czyż nie mam racji?
- Nie, nie masz. Aaaaa! Odłóż wreszcie ten paralizator to boli!
- To ma boleć pedale - odgryzła się wrednie. Nic nie zdołały z nich wycisnąć przez następne dwie godziny, więc postanowiły oddać sprawę w ręce Tytani, która była o wiele brutalniejsza. Jej zajęło to zaledwie dwadzieścia minut i szybko podzieliła się aktami z przyjaciółkami.
- Oczywiście miałyście rację dziewczyny. Salamander to tak naprawdę Natsu Dragneel, jeden z gwałtów był dokonany przez niego, obecnie ma dwadzieścia jeden lat, a pod wpływem Acnologi jest już od czternastego roku życia, ale nie chciał przyznać się dlaczego. Potwierdził także resztę zbrodni, ale miałam wrażenie, że zrobił je pod groźbą. Jeśli chodzi o Żelaznego Smoka, jest nim Gajeel Redfox, obecny wiek dwadzieścia dwa lata, także przyznał się do każdego wykroczenia, a oprócz niego, jest jeszcze jedno zatajone morderstwo człowieka spod wpływu Acnologi, zatajone przez dwie nastolatki gwałty, które właśnie zostały wezwane na policję, oczywiście do naszej wtyczki Lissany, oraz... A nie to wszystko. Jeśli chodzi o szczegółowe informacje, to później możecie ich o to zapytać, ale aktualnie są nieprzytomni - Scarlet wręczyła im plik dokumentów. „Skoro zemdleli, to musieli stawiać niezły opór " pomyślała Levi. Zauważyła, że coś umknęło Erzie.
- Kiedy zostało dokonane zabójstwo? Wiesz, że to też musimy wiedzieć!
- Powiedział tylko, że zrobił to pierwszy i ostatni raz. Miał wtedy dziewięć lat - dziewczynami wstrząsnęło. Nie mogły uwierzyć, że dziewięciolatek mógł by dopuścić się do takiego czynu. Jakiś czas później, mężczyźni oprzytomnieli i rozpoczęło się kolejne przesłuchania, tym razem osobno. Lucy spojrzała na mocno wkurwionego Natsu, delikatnie się wzdrygnęła i ponowiła pytanie.
- Czemu wstąpiłeś do Acnologi? - milczenie Salamandra zaczęło ją denerwować. Odwróciła się tyłem do skutego kajdankami i zaczęła przeszukiwać szafki, by ponownie użyć paralizatora. Nagle poczuła szarpniecie na boku, na którym miała klucze do kajdanek, odwróciła się, ale było za późno. Dragneel przyszpil ją do podłogi i szybko założył metal na nadgarstki, wykręcając tym samym jej ręce. Poczuła na boku szyi jego zęby, a po chwili ogromny ból. Zacisnęła powieki i zaczęła się wyrywać, ale tylko sytuacja tylko się pogorszyła, ponieważ chłopak uderzył ją w brzuch.
- To za bliznę blond suko - szarpnął jej włosy i ponownie uderzył.


Ciąg dalszy nastąpi

-_-_-_-_-_-_-_-
-_-_-_-
P - p - polstat!  Jak ja kocham kończyć w takich momentach! Ale to chyba już wszyscy wiedzą. Przepraszam, że rozdział wstawiam dopiero dzisiaj, ale problem z Internetem robi swoje :/. 
Do następnego!
Luna Dragneel 

sobota, 18 lutego 2017

One Shot "Misja" Część 1

- Szybciej! Uciekną nam! - do ucha blondynki krzyknęła niska, niebieskowłosa dziewczyna. Wyciągnęła pistolet i przyspieszyła. Jej przyjaciółka zrobiła dokładnie to samo i po chwili zaczęły doganiać przestępców. Lucy wystrzeliła, z nadzieją, że to jakoś powstrzyma uciekinierów. Kula dosięgnęła jednego i ugodziła go w bok szyi. Niestety ci jeszcze bardziej przyspieszyli. Dziewczyna przeklęła i schowała broń do kieszeni czarnej krótkiej sukienki. Nagle niższa z dziewczyn potknęła się o wystającą płytkę chodnikową i runęła jak długa. Klnąc na czym świat stoi, podniosła się, niestety obie straciły mężczyzn z oczu. Zniknęli za zakrętem. Kiedy wpadły tam, zobaczyły czarny samochód bez tablicy rejestracyjnej, który odjeżdżał. Dziewczyna jeszcze raz wystrzeliła z pistoletu, kierując w opony, ale chybiła. Znowu tego dnia.

- Wiesz Levi- chan... coś czuję, że staruszek nie da nam tej premii - blondynka mruknęła do przyjaciółki. Nie było sensu próbować gonić samochodu, więc ruszyły zdać raport przełożonemu. W milczeniu ruszyły do głównej siedziby Fairy Tail - tajnej agencji. Zajmowali się szpiegostwem, łapaniem najgroźniejszych przestępców i innych takich. Dwudziestoletnie Lucy Heartafilia i Levy Macgarden były jednymi z najlepszych, które ich przełożony zawsze chwalił. Prawie zawsze, ale na pewno nie tego dnia. Dały uciec groźnym przestępcom - była to ich pierwsza nieudana misja. Gdy doszły wreszcie do budynku, który wyglądał jakby miał się zaraz rozlecieć, nacisnęły przycisk ukryty w ścianie. W tym momencie na niepozornie wyglądających drzwiach pojawił się skaner. Lucy ściągnęła białą rękawiczkę, a Levy zdjęła sweterek. Na ręce Lucy i lewej łopatce Levy widniał symbol Fairy Tail. Skaner przeskanował symbole i po chwili drzwi się otworzyły. Dziewczyny zrezygnowane, weszły. W środku wszystko wyglądało inaczej. Znalazły się w metalowym pomieszczeniu. Pod jedną ze ścian stało biurko, a obok szklana winda. Przy biurku siedziała dwudziestotrzyletnia Mirajane Strauss. Rozpuszczone białe włosy spływały jej na ramiona, a grzywka zwykle upięta w kucyk wpadała jej do oczu wpatrzonych w komputer. Dziewczyna słysząc kroki spojrzała znad monitora.
- Cześć Lucy! Cześć Levy! Jak misja? I gdzie ci przestępcy? - przywitała się wesoło.
- Nie udało się nam - mruknęła w odpowiedzi blondynka. Agentki dotarły do windy, weszły do niej i wybrały przycisk z numerem 7. Winda zaczęła zjeżdżać w dół, a nasze bohaterki zastanawiały się jaki kit wcisnąć szefowi, gdy zapyta się czemu im się nie udało. Nie mogły przecież powiedzieć, że jedna z nich się po prostu potknęła, a drugiej kula chybiła. Gdy dojechały na miejsce, przywitały się z ich przyjaciółką - szkarłatnowłosą Erzą. Ona jeszcze nigdy nie zawiodła na żadnej misji i była tak dobra jak Heartafilia i Macgarden. Dzisiaj wyglądała na podekscytowaną i zestresowaną.
- Hej Erza. Pomożesz nam się bronić przed szefuniem? Zawaliłyśmy - poprosiła Levi. Dziewczyna spojrzała na nie mocno zdziwiona. Jednak chwilę później westchnęła.
- Wybaczcie, ale nie mogę wam pomóc. Właśnie mam randkę z Jellalem i muszę się pospieszyć. Po za tym myślę, że nie będzie tak źle - powiedziała z gwiazdkami w oczach i pobiegła do windy. Po kilku minutach dowlokły się do gabinetu szefa i cicho zapukały, przybierając jednocześnie na twarze skruszone miny. Gdy usłyszały radosne " proszę " weszły do pokoju. Na swoim biurku siedział niski staruszek ubrany w garnitur i popijający jakiś alkohol.
- Witaj szefie - zaczęła cicho blondynka. Szef odpowiedział jej z uśmiechem na twarzy.
- Jak misja? - tego pytania najbardziej się obawiały. Levi postanowiła nie owijać w bawełnę i powiedzieć o wszystkim.
- Zawaliłyśmy. Dwaj agenci tajnego stowarzyszenia, uciekli, wraz ze skradzionymi rzeczami i dowodami. Przyjmiemy każdą karę jaką mam wymierzysz.
- Rozumiem, nic się nie stało. Każdemu się zdarza przegrać, a wam się przytrafia to pierwszy raz. Wasza jedyna kara to znaleźć tych agentów, skopać im tyłki, znaleźć Acnologię, dowody na ich winę i tyle. Jednym słowem macie ponownie spróbować wziąć się za tą misję - i to tyle? Tyle nerwów, poobgryzanych paznokci i strachu, a tu tylko mają wykonać misję, w której zawaliły? Trzeba było tak od razu! Dziewczyny przytuliły Makarova krzycząc " dziękujemy dziadku! " i szczęśliwe ruszyły w stronę mieszkania, które wspólnie wynajmowały. Tam postanowiły odpocząć po ciężkim dniu i nim się obejrzały zasnęły.
*** Rano, następnego dnia ***

Od rana siedziały w siedzibie agencji i zaczęły zbierać informację na temat przestępców.
- A więc, tak: jeden z nich został postrzelony w bok szyi, więc za jakiś czas będzie miał tam sporą bliznę. To już jest coś - zaczęła Lucy, zapisując to na kartce papieru na swoim biurku. Zaczęła się zastanawiać, czy mieli inne znaki szczególne. Jednak po jej słowach, nie znalazły niczego więcej. Nagle Levi olśniło.
- Widziałam kosmyk jego włosów! Były różowe! Jest to dość niecodzienny kolor, więc to może ułatwić nam poszukiwania!
- Ach, Levi, Levi, przecież mógł je przefarbować - Lucy była totalnie zrezygnowana. W pamięci przywołała obraz pościgu. „Wystrzeliłam, ale trafiłam jednego w bok szyi, Levi upadła i ci uciekli " analizowała w myślach, jednak niczego nie znalazła. Czyli trzeba opierać się o bliznę i pedalskie, różowe włosy.

Ciąg dalszy nastąpi...

-_-_-_-_-_-_-_-
-_-_-_-
Kolejny rozdział jest gotowy, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przerwała w takim momencie i wstawiła czegoś innego. One shot (o ile w ogóle będzie można nazwać to "one shotem") będzie miał kilka części wypuszczane co dwa tygodnie (tak jak rozdziały ), ale część trzecia zostanie opublikowana w przyszłą sobotę, bo tylko dzisiaj zrobiłam wyjątek i wstawiłam go tydzień wcześniej. Jest coś jeszcze ciekawego do powiedzenia? Aaa, no tak, zostało żebranie o komentarze jak na You Tube:
Pamiętajcie żeby komentować posty, a jeśli chcecie zostać tu na dłużej, zacznijcie obserwować bloga! 
Do następnego!
Luna Dragneel 

sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 16 "Niebo"

- Możecie się poca~ - mistrz nie zdążył, ponieważ chłopak przyciągnął mnie do siebie i wpił mi się w usta. Zarzuciłam ręce na jego szyję i odwzajemniłam pocałunek.
***
Rano od samego progu zaczęło się przesłuchanie.
- I jak noc? - Erza z uśmiechem trąciła mnie w ramię, a reszta dziewczyn zaczęła się chichotać.
- B-bardzo dobrze - wymamrotałam. Posypały się pytania, dotyczące naszego małżeństwa oraz znaku na mojej ręce - różowy na wierzchu dłoni, jak w moim śnie.
- To jak Lucy, idziemy na misję? - zaczepił mnie Gray, który przestał bić się z moim mężem.
- Może być, tylko najpierw umów się wreszcie z Lumią na randkę - pokazałam mu język, a oboje spłonęli rumieńcem.
- Dobry pomysł Luce - Natsu przytulił mnie do siebie - A co do misji też nie najgorszy. To jak, zbieramy ekipę i wybieramy?
Po chwili Erza przyleciała z jakąś kartką. Zabrana „ekipa" składała się z szarowłosej, Graya, Tytan, oraz trójki Dragneelów : mnie, Natsu i Happy'ego. Całe następne trzy dni trwała misja. Byłam szczęśliwa, nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
*** kilka miesięcy później ***
Trzymałam w ręku jeden przedmiot, na mojej twarzy były jednocześnie uśmiech i łzy, serce przyspieszyło swoją pracę. „Na pewno będzie szczęśliwy " przyjechałam po nim palcem. Nagle do salonu wszedł Salamander.
- Cześć kochanie - przywitał się i poszedł odłożyć zakupy do kuchni. Szybko jednak wrócił. Ukucnął przed kanapa na której siedziałam i wziął moją dłoń.
- Coś się stało Luce? Dlaczego płakałaś? - spytał ocierając łzę. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jestem w ciąży. Oczekujemy dziecka. - powiedziałam. Jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił - z zatroskanego na poważny i zdenerwowany.
- Usuń je - dwa przerażające słowa odbijały się echem po mojej głowie.
- Co?
- Jesteśmy za młodzi na rodziców, Lucy przecież Ty nawet nie skończyłaś osiemnastu lat! Nie damy rady zająć się dzieckiem w tym wieku. Wybacz - nie mogłam w to uwierzyć. Po moich policzkach znów zaczęły płynąć łzy. Odrzuciłam jego ręce, założyłam szybko buty i nawet nie oglądając się, wybiegłam z naszego domu. Moim celem była gildia. Wpadłam na Lumię, która rozmawiała z mistrzem. Widząc, że płaczę, przytuliła mnie, a potem usadziła na krześle. Zwołała dziewczyny, które usiadły wokół mnie.
- Co się stało? - starsza o kilka lat ode mnie Kinana podała mi chusteczkę. Otarłam nią twarz.
- J-jestem w ciąży - wychlipałam. Przyjaciółki już chciały mi pogratulować, ale wyczuły jakiś haczyk.
- Więc dlaczego płaczesz? Nie cieszysz się? - szkarłatnowłosa wzięła mnie za rękę.
- Ja się cieszę. Natsu nie - wyszeptałam. Powiedziałam im o reakcji mojego męża, a te oburzone, chciały iść do mieszkania i sprać go. Szybko jednak im na to nie pozwoliłam. W tym momencie do budynku wszedł on. Wziął jedną z misji rangi S ( okazuje się, że w przeciwieństwie do mojego snu, tutaj już jest magiem klasy S) i podszedł do nas.
- Lucy, wyjeżdżam na misje stuletnią, więc może mnie nie być nawet kilka lat, ale równie dobrze kilka miesięcy. Możesz mieszkać w naszym domu i pozostaniemy małżeństwem, jednak kiedy wrócę, znajdę Ci inny dom. Żegnaj - pomachał mi i wyszedł. Dusząc w sobie kolejną porcję łez, podbiegłam do niego i przytuliłam jego plecy. Odwrócił się i pocałował moje czoło.
- Przepraszam cię, ale pamiętaj, że nigdy nie przestanę cię kochać - wyswobodził się z moich objęć i ponowił marsz. Nie zatrzymywałam go, nie miałoby to sensu.
*** pięć długich miesięcy później***
Byłam w piątym miesiącu ciąży. Wszyscy przyjaciele mi pomagali, a Natsu wciąż nie wracał. Wiedziałam, że szybko się to nie stanie, ale bałam się, że może mu się stać krzywda. Przebaczyłam mu już dawno, ale żal pozostał.
- Erzuś, kończy mi się kasa, pożyczysz trochę? - spytałam przyjaciółkę. Niestety ja nie mogłam iść na misje.
- Nie pożyczę - spojrzałam na nią zawiedziona - ale mogę ci dać.
Podziękowała jej. Nagle drzwi Fairy Tail ktoś wyważył z kopniaka.
- WRÓCIŁEM!!! - wrzasnął ktoś. Przez głowę przemknęła mi jedna myśl : " Natsu". Faktycznie to był on. Na rękach i odsłoniętym brzuchu przybyło mu blizn, a jedna z nich na twarzy ciągnęła się od brwi przez oko i kończyła się na szyi. Mimo to uśmiech nie schodził z jego twarzy, lecz gdy zobaczył mnie, padł na ziemię.
- Przepraszam Lucy! Nie myślałem co mówię, byłem cholernie głupi! Teraz wszystko przemyślałem i zrozumiałem co głupiego zrobiłem. Wybacz mi! - wykrzyczał, jeszcze bardziej przyciągając uwagę. Podeszłam do niego i wyszeptałam mu do ucha :
- Już dawno ci wybaczyłam kretynie. A przeprosić powinieneś nie tylko mnie - wskazałam swój brzuch. I wszystko znów potoczyło się dobrze, ale niestety ta bajka nie ma szczęśliwego zakończenia...
Zaawansowana ciąża strasznie dawała mi się we znaki, ale nawet to nie przeszkodziło w miłym poranku przy różowowłosym. Pogładziłam bliznę na twarzy i ponownie przymknęłam oczy. Nagle zobaczyłam na ścianie cień, który powoli nabierał ludzkich kształtów. Z niego wyłoniła się kobieta z czarnymi krótko obciętymi i poszarpanymi włosami.
- Zabić hihi - dopiero wtedy ujrzałam ostrze w jej dłoni. Zerwałam się natychmiast i krzyknęłam wprost do ucha Natsu, by się obudził.
- Coś się stało Lucy? Rodzisz?! - również krzyknął, ale wskazałam mu kobietę, która stała naprzeciwko naszego łóżka.
- Rozkaz. Zabić. Hihi - wbiła ostrze w gardło Dragneela.
- Mam rozkaz by zabić wszystkich członków Fairy Tail, ale ciebie oszczędzę blondyneczko - zniknęła, a ja mogłam tylko patrzeć jak mój ukochany wykrwawia się
- Kocham cię Lucy. Kocham cię, odkąd tylko cię poznałem! Cieszę się, że nasze dziecko będzie miało szansę na życie. Powiedz, mu lub jej, że go kochałem, ale zrobiłem dużo głupstw. Skoro darowała Ci życie, to żyj! Kocham cię Luc~ - zakrztusił się własną krwią.
- Nic już nie mów! - wrzasnęłam, przed oczami wszystko mi rozmazywały łzy. Nie wiedziałam jak mu pomóc, a mówiąc, tylko sobie szkodził.
- Lucy. Kocham Cię. - uśmiechnął się szeroko. Jego zielone tęczówki zaszły mgłą, a usta zostały w wygięciu.
- Nieee! - było już za późno. Zmarł w moich ramionach. Wybiegłam z mieszkania. " Powiedziała, że musi zabić wszystkich... może przynajmniej kogoś innego ocalę!". Długo nie biegłam, w tym stanie było to trudne. Wtedy zobaczyłam na ulicy Lumię, która także była w ciąży, tylko, że w trzecim miesiącu. Cała była we łzach i krwi. Nie jej krwi. Wtedy już zrozumiałam. Nie zdążyłam. Wpadliśmy sobie w ramiona z głośnym płaczem.
- Więc Gray też? - spytałam dławiąc się łzami.
- Tak...
Kilka dni później odbył się pogrzeb członków najdzielniejszej i najsilniejsze gildii we Fiore - Fairy Tail. Oprócz księdza stały tam tylko dwie płaczące przyszłe matki - Fullbaster i Dragneel. Jako jedyne przyszły na ostatnie pożegnanie tych wspaniałych ludzi. Wraz z Lumią wróciłyśmy do naszego mieszkania - zamieszkałyśmy razem, by pomagać sobie nawzajem. Minął miesiąc. Miesiąc pełen żałoby i smutku, ale zbliżał się ważny dzień - dzień narodzin dwóch cudów, które nosiłam pod sercem. Bliźniaki. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Wytarłam ręce w fartuszek - obiad sam się nie zrobi! - i otworzyłam je. Przede mną stał młody mężczyzna z podstępnym uśmiechem. Przypominał mi Torikku...
- Dzień dobry. Coś się stało? - wymusiłam na sobie uśmiech, ale wyszedł tylko grymas.
- Ech, Yuzuru zawsze miała słabość do ciężarnych. Ale ja nie i ukończę za nią misję - wyjął z kieszeni sztylet. Ten sam którym został zabity Natsu. Poczułam jak wbija mi się w serce, ból rozprzestrzenił się na całe ciało. Wszystko zniknęło. Przymknęłam powieki, by po chwili znów je umieść. Było jasno, a nade mną stał uśmiechnięty różowowłosy. "Więc trafiłam do nieba" pomyślałam i również się uśmiechnęłam, tylko tym razem szczerze.


-_-_-_-_-_-_-_-
-_-_-_-_-
Witajcie moi drodzy! Żeby było jasne: nie powiem wam "Żegnajcie!", ponieważ to nie koniec przygód Lucy i Natsu. A z okazji feri, postanowiłam, że następny rozdział pojawi się nie za dwa tygodnie, ale za tydzień, ponieważ jest on gotowy! Cóż, co będę się rozpisywać?
Do następnego!
Luna Dragneel